Nadszedł czas na rozdział IV :)
Leniwa jestem ostatnio, nic mi się nie chce robić, nawet pisać. Mróz strasznie rozleniwia, aż chciałoby się tylko siedzieć pod cieplutkim kocem i pić herbatę albo kakao D:
Też tak macie?
Rozdział IV
Powoli napiął łuk, celując w łanię skubiącą nieopodal trawę. Zwierzę stało korzystnie, dobrze wystrzelona strzała przebiłaby serce i sarna padłaby szybko, nie uchodząc za daleko. Zmrużył oczy, nabrał powietrza i puścił cięciwę. Strzała gładko pomknęła w powietrzu, delikatne bażancie lotki prawie nie furkotały. Grot wbił się w łanię, przeszedł na wylot. Zwierzę spłoszyło się, kwiknęło i popędziło przed siebie, prężąc się w agonalnym bólu. Przestał słyszeć kroki sarny, wiedział, że zwolniła i prawie padła. Nie śpieszyło mu się, mógł przejść się wzdłuż pobliskiego jeziora. Miał czas.
Ziemia była sucha, a zeschnięte liście i gałęzie powodowały nieprzyjemny szelest przy każdym kroku. W tak gorącą pogodę należało być szczególnie ostrożnym, jeśli chodziło o łowy, bo łatwo było spłoszyć zwierzynę. Na szczęście on był doświadczonym strzelcem, rzadko pudłował, a jego strzały zawsze były zabójcze. Na szczęście tylko dla zwierząt – ludzi nie zabijał.
Odbijające się w jeziorze refleksy słońca oślepiały, lecz przyjemna bryza delikatnie muskała ciało. Zamknął oczy, usiadł na ziemi i oddał się relaksowi na kilka minut. Zapewne zdrzemnąłby się, gdyby nie usłyszał dzikiego chlapania wody i radosnego, damskiego śmiechu. Zdziwił się, ten teren był zwykle opuszczony i przeznaczony jedynie dla kłusowników. Nie bywały tu kobiety, a nawet jeśli już, to nie miały one w zwyczaju zabawiać się w wodzie. Po chwili namysłu wzruszył jednak ramionami i postanowił sprawdzić, co sprowadza niewiastę w tak niebezpieczne strony.
Kucnął przy sporej skale i ciekawsko zza niej wyjrzał. Po chwili stłumił parsknięcie i przysiągłby, że zaczerwienił się jak burak, co pięknie kontrastowałoby z jego złotymi włosami. W jeziorze kąpała się zupełnie naga kobieta o pięknych, czarnych włosach błyszczących jak jedwab i granatowych oczach. Zanurzona była do pasa, rozczesywała palcami włosy i śpiewała jakąś tęskną melodię. Syrena, pomyślał, spotkałem syrenę! Pragnął podejść do niej i obejrzeć ją z bliska, ale brakło mu odwagi. Był nieśmiały w stosunku do kobiet i istot kobieto podobnych. Po chwili syrena wstała i okazało się, że posiada długie, ludzkie nogi pokryte wieloma siniakami. To nie była więc syrena, nawet nie wodniczka ani nimfa wodna. Zwykła ludzka samica, za to olśniewająco piękna.
Dziewczyna wyszła z wody, zgrabnie wskoczyła na stromy brzeg jeziora i wytarła się swoją koszulą. Następnie założyła ją, a końcówkę zawiązała w supeł, odsłaniając tym sposobem brzuch. Ubierała się dalej w spodnie, futro, pasy, trzewiki i liczne ozdoby, a on podziwiał jej ciało. Serce biło mu szybko, a policzki pulsowały od gorąca i wypieków.
Po chwili zauważył coś, czego wcześniej nie widział. Dużego, miedzianozłotego smoka o bursztynowym spojrzeniu, które uparcie wlepiał w podglądacza.
Cofnął się i zatkał usta dłonią. Widywał już kiedyś te gady, teraz po prostu się wystraszył. Nie wyglądało na to, żeby ten smok był dziki, bowiem dziewczyna założyła na niego dziwne, kamizelkowe siodło o płaskich łękach. Z trudem przełożyła gruby popręg pod brzuchem zwierzęcia i przytroczyła do siedziska dużo tobołków, zawierając najwyraźniej jakieś koce, ubrania i jedzenie. Dopiero po kilku minutach zorientował się, że trafił na hodowczynię smoków, możliwe, że treserkę. Zaklął w myśli. Takie kobiety, pomimo że piękne, zwykle są kąśliwe i nieuprzejme. Modlił się w duchu, aby ta była wyjątkiem, bo bardzo pragnął ją poznać.
Gdy zobaczył, że czarnowłosa szykuje się do odjazdu, zupełnie zapomniał o upolowanej łani i swojej bezcelowej podróży. Szybko odnalazł swojego siwka, wskoczył na siodło i dźgnął wierzchowca łydką, na co koń zareagował obrażonym prychnięciem, jednak ruszył przez las żwawym kłusem. Jeździec pamiętał o zachowaniu odpowiedniej odległości. Gdy dziewczyna wyjechała na szeroką polanę między różnymi stronami puszczy, on nadal poruszał się w lesie. Jechał z nią prawie równolegle, ale nie musiał wstrzymywać konia – spokojny marsz smoka był tak szybki jak kłus jego najlepszego wierzchowca. Był pełen podziwu dla majestatycznej bestii i jej właścicielki.
Dotychczas jego tułaczka nie miała większego celu. Co jakiś czas polował na jakieś zwierzę dla pobliskiej tawerny, dostawał za to nieco pieniędzy. Za nie natomiast kupował strzały, co jakiś czas lepszy łuk, ubrania i skromną strawę. Prowadził życie spokojnego, wędrownego łowcy. Jednak teraz, gdy zobaczył tę piękną dziewczynę, obrał sobie za cel zapoznanie się z nią i dołączenie do niej w jej podróży. Coś w środku mówiło mu, że był to dobry wybór.
Bardzo pragnął być już z nią na zawsze.
*
Czarnowłosa dziewczyna ziewnęła, drgnęła lekko i otarła z oczu maleńkie kropelki łez. Była zmęczona, bo opowieść zajęła jej chyba z dwie godziny. Obydwie słuchaczki jednak patrzyły na nią ze skupieniem i oczekiwały jakiegoś magicznego, bajkowego zakończenia historii.
- Co się gapisz jak sroka w gnat? – ze śmiechem chwyciła swoją siostrę za nos – Koniec bajki. Napita i najedzona jagodami, trafiłam do Bretevoult. A w rodzimym kraju łatwo o jakiś napitek czy strawę. Mam szczęście, że mieszkamy blisko granicy, to całkiem szybko do domu dotarłam. I oto jestem.
Ziewnęła jeszcze raz, długo i przeciągle. Całodzienna podróż dawała się we znaki zmęczeniem zarówno fizycznym, jak i duchowym. Ponadto bolały ją pośladki i plecy, bo smocze siodła są najokropniejszymi siedziskami na całym świecie. Teraz miała ochotę tylko zjeść jakieś dobrze przyprawione mięso, popić je dużym kuflem piwa i paść na łóżko, okrywając się spokojnym, niezmąconym snem.
Jej matka wstała i podniosła z ziemi gar z kartoflami, a następnie ustawiła je w rogu izby. Spore pomieszczenie było zarówno kuchnią, jak i jadalnią. Na środku stał długi stół z ciemnego drewna, otoczony ornamentowanymi krzesłami. Kilka okien zakrywały brunatne zasłony, nie przepuszczające prawie żadnego światła. W pokoju nie było jednak ciemno za sprawą licznych świeczników oraz tlącego się kominka. Wszystko to tworzyło przyjemny, ciepły klimat.
- Jutro odwiedza nas Dominique wraz z mężem – zagaiła starsza kobieta – Pojedziesz po nich? Jestem pewna, że William zgodzi się ci towarzyszyć. My z Laurą mamy dużo roboty w czasie żniw, to przecież oczywiste.
- Jasne, matko.
Wstała, przetarła oczy i skierowała się ku szafce ze złotymi zasuwami. Otworzyła drzwiczki, lustrując zawartość. Sporo warzyw, kilka bochenków chleba, sporo mięsa – surowego, upieczonego, wędzonego. Na bogato, pomyślała. Wyjęła dwa kurze uda i sięgnęła po sól. Już po chwili przyrządzała sobie najsmaczniejszą, domową kolację.
Nawet nie zauważyła, gdy jej siostra i rodzicielka gdzieś zniknęły. Nie przejmowała się tym jednak, obydwie miały mnóstwo rzeczy do zrobienia – w tym wieczorny obrządek smoków, bydła i koni. Posiadłość Houvenghalów była w końcu małym gospodarstwem. Tu zawsze coś się działo. Dziewczyna wyjrzała przez jedyne niezasłonięte okno. Tylko szczyt tarczy słonecznej nieśmiało chował się za horyzontem, a większość nieba była już pokryta matową czernią. Tej nocy był nów, więc na podwórku było ciemno. Dzięki dobremu wzrokowi podróżniczka była jednak w stanie ujrzeć Laurę nieudolnie próbującą zachęcić krwistoczerwonego smoka do wyjścia na podwórko w ramach posiłku na dobranoc. Czternastolatka siłowała się ze smyczą wykonaną z wytrzymałej skóry. Gad zapierał się silnymi łapskami o ziemię, a im mocniej był ciągnięty, tym głębiej się w nią wbijał.
Niebieskooka westchnęła przewracając mięso na drugą stronę na patelni. Wiedziała, że jeśli jej siostra się postara, to z łatwością da radę słabnącemu zwierzęciu. Niechęć bestii do opuszczania stodoły prawdopodobnie wzięła się z faktu, że kiedyś kłusownicy próbowali go upolować. Co ciekawe, smok nie wykazywał niechęci do ludzi, więc myśliwi musieli strzelać z cichych łuków, będąc dobrze ukrytym w gęstych krzakach.
Po chwili namysłu przygrzała sobie w garncu piwo. Siedziała przy stole zgarbiona, opierając policzek o lewą rękę i leniwie kąsając strawę. Była słona i o intensywnym smaku – właśnie tak, jak lubiła. Popijała trunkiem i prawie przysypiała, lecz dzielnie walczyła z opadającymi powiekami. Cieszyła się, że wreszcie wróciła do swojej ojczyzny i może odpocząć we własnym domu.
Wstała, wrzuciła naczynia do misy, nie zastanawiając się długo. Zdecydowanie nie miała czasu i sił na zmywanie, a Laura za taką drobną robotę zostanie nagrodzona pochwałą od matki. Dwa szczęścia w jednym, zaśmiała się dziewczyna, wspinając się po krzywych schodach na strych. Jej pokój znajdował się najwyżej, a dzięki temu mogła obserwować okolicę. Była to jedna z licznych rzeczy, które uwielbiała robić.
Zatrzasnęła za sobą drzwi, a następnie wyciągnęła ręce w górę, rozgrzewając zdrętwiałe mięśnie. Wdychała przyjemny zapach kojarzący jej się ze spokojem, bezpieczeństwem – zapach lawendy i stęchłego drewna. Pokój był średnich rozmiarów. Wzdłuż krótkiej ściany stała duża szafa ze wszystkimi strojami podróżniczki, komoda z jej zdobyczami i książkami, a także duże zwierciadło. Przy długiej ścianie było postawione duże, wygodne łóżko z bogato zdobioną narzutą oraz wytrzymała balia do kąpieli. Podłogę przykrywał ładny dywan.
W kilka sekund zrzuciła z siebie ubrania, zostawiając je tak jak leżały, na podłodze. Ziewnęła, rozsznurowała wysokie buty i już po chwili leżała pod przykryciem, tuląc się do poduszki. Wzdrygnęła się. Noce robiły się coraz zimniejsze. Niedługo trzeba będzie wyciągnąć pierzynę, pomyślała.
Zasnęła szybko. Szybciej, niż podejrzewała.
*
Noc była zimna i wilgotna. Nie było się czemu dziwić, Bretevoult zaskakiwało swoim zróżnicowanym klimatem. Niebo było ciemne i bezgwiezdne, a jedyne światło dawały płonące drewna w ognisku. Wyciągał łapczywie ręce, chcąc zagarnąć dla siebie jak najwięcej ciepła.
Siedział pod narzutą, na niewygodnej derce. Marzły mu kończyny, marzła mu twarz. Na szczęście w brzuchu nie burczało, bo miał ze sobą sporo wędzonych ryb kupionych wcześniej na targu. Był roztropnym człowiekiem i umiał zaopatrzyć się w prowiant przed podróżą. Jak na złość, był jednocześnie impulsywny i porywczy. Właśnie przez te cechy siedział teraz przy ognisku na skraju lasu, nieopodal dużej rezydencji rodziny Houvenghal.
Czekał na dzień. Nie wiedział, czy piękna dziewczyna wyjdzie rankiem z domu, lecz żywił głęboką nadzieję. Jeszcze nie chciał jej spotkać – pragnął jedynie obserwować ją i podążać jej tropem, a potem pojawić się w odpowiednim momencie i być może zostać jej bohaterem, na przykład ratując podróżniczkę przed atakiem groźnych bandytów.
Dla podziwu ze strony kobiety był gotów znieść najgorsze mrozy i niewygody. Miał ze sobą łuk, więc jedzenie mógł załatwić sobie sam. Miał wytrzymałego konia, a w razie potrzeby mógł podwędzić trochę słomy czy paszy z pobliskiej stajni. Nikt nie zauważy.
Ziewnął i ponownie zatrząsł się z zimna. Nagle poczuł przyjemne ciepło obok kolana i opuścił wzrok. Szary zając spokojnie układał się do snu przy jego nodze. Tak mocno zaskoczyło to mężczyznę, że dostał czkawki. Szybko uspokoił ją odpowiednią sekwencją wdechów i wydechów. Uśmiechnął się do samego siebie i delikatnie odchylił się w tył, podpierając się rękami. Taka pozycja była wygodna.
Zwierzęta zawsze go lubiły. Nieważne, czy był to pies, muł czy jeleń, zawsze wydawały się przy nim spokojniejsze niż przy innych ludziach. Twierdził, że to pewnie przez jego pochodzenie i korzenie ściśle związane z fauną lasów i równin. Dopóki nie dzierżył w dłoni łuku lub sztyletu, praktycznie żadne stworzenie nie okazywało w stosunku do niego wrogości.
Po krótkiej chwili poczuł się bardzo, bardzo senny. Delikatnie zmienił pozycję na odpowiednią do wypoczynku, czym wystraszył zająca. Zwierzę uciekło płochliwie, lecz szybko wróciło i ponownie usadowiło się blisko ciepłego torsu mężczyzny. Noc była zimna, choć już nie tak bardzo.
*
Ach, niesamowicie krótki rozdział. Niestety nie miałam siły na nic innego, więc musicie cieszyć się choć taką ilością tekstu ^o^"
W ogóle, dajcie czasem jakieś oznaki życia, bo zaczynam się o was bać :c
Do napisania!
Uroczy rozdzialik ^^
OdpowiedzUsuńOj tak, uroczy :D
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńDziękuję, dziękuję :'D
UsuńHm... Nie wiem co tam pisało, ani czemu to usunęłam... Też nie ważne, nie pytaj, bo nie wiem. xD
UsuńKiedy następny rozdział? >:C
OdpowiedzUsuńJutro ^o^
Usuńzapraszam na http://ogniwils.blogspot.com/ Nie zwracajcie uwagi na ortografię >.<
OdpowiedzUsuńOkej, zajrzę, a jakiś konstruktywny komentarz na temat treści mojego bloga? Chyba, że ty i kolega pod spodem jesteście tą samą osobą...
UsuńOpowiadanie jest nudne i za długie. Nic się w nim nie dzieje. Gdy ktoś patrzy na to od razu nie chce mu się tego czytać. Po za tym nie pisz odstępów przy myślnikach ,bo wygląda to dość brzydko. Pamiętaj o akapitach. Nie bierz tej wiadomości za hejt tylko za radę na przyszłość.
OdpowiedzUsuńCo rozumiesz przez 'za długie'? Powinno trwać... 3 rozdziały?
UsuńPo myślnikach należy stawiać spacje, wygląda to estetycznie, a nie brzydko. Akapity są - wystarczy się przypatrzeć.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńDwa rozdziały wcześniej-ten sam komentarz.Przygotowałaś/eś się i wrzucasz to randomowym blogom?
UsuńGrr,już bardziej mnie wnerwia stawianie spacji przed znakiem interpunkcyjnym.
OdpowiedzUsuń