środa, 25 lutego 2015

Rozdział VIII

Dobra, dobra, macie następny rozdział, tylko nie bijcie ;-;

Rozdział VIII

Sen, choć krótki i niepełny, był bardzo przyjemny. Była ptakiem, orłem o jasnych skrzydłach, który przemierzał bezkresne równiny, leciał wysoko nad głowami ludzi i ponad koronami drzew. Nie musiała martwić się niczym. Była wolna, zupełnie wolna i nic jej nigdzie nie trzymało.
 Te przyjemne senne marzenie przerwał brzdęk tłuczonego szkła połączony z odgłosem ciała bezwładnie upadającego na podłogę. Kilka sekund zajęło jej rozpoznanie miejsca, w którym się znajduje i przypomnienie sobie ostatnich zajęć. Zlecenie, kobieta, Wdowa. Więc narkotyk już zadziałał, pomimo dodanej do niego pierzynki, mającej na celu spowolnienie śmierci.
 Zbiegła po schodach, które odezwały się przeciągłym skrzypieniem. Na parterze zastała scenę jak z horroru – tuż przy palenisku leżała właścicielka gospody w rozległej kałuży krwi. Otaczał ją tłum przerażonych gości, a jeden z mężczyzn próbował cucić z pewnością martwą już kobietę. Na początku serce Ceres mocniej zabiło na ten widok, ale wystarczyło podejść kilka kroków, aby się przekonać o własnej naiwności. Krew wcale nie była szkarłatną posoką, lecz bordowym winem pomieszanym z kawałkami rozbitego szkła. Blisko dłoni nieprzytomnej kobiety leżała wywrócona taca, a obok niej drewniana miska z rozsypaną wszędzie kaszą ze skwarkami.
- Pani! – zawołał śmiałek, który wcześniej opowiadał o swojej przygodzie ze smokiem. Teraz potrząsał kobietą jak szmacianą lalką – Co pani?! Odezwie się pani!
 Niestety, właścicielka nie mogła już wypowiedzieć nawet jednego słowa. Pod nosem powoli krzepła jej strużka krwi, świadcząca o poprawnym działaniu Wdowy. Oczy kobiety były na wpół przymknięte, a spękane, rozwarte usta drgały w rytm potrząsania. Pewnym było, że ona już nie żyła.
 Zanim podeszła do ciała kobiety, Ceres rzuciła okiem na ladę. Zabójcza kolacja była zjedzona co do najmniejszego okruszka. Taboret stojący nieopodal był odsunięty, czyli po skończeniu posiłku właścicielka wciąż trzymała się na nogach. Co ciekawe, najpewniej zdążyła jeszcze przyjąć zamówienie i nalać trunku do kielichów, lecz wino nie dotarło już do zamawiającej je osoby. Nawet pomimo opóźnienia Wdowa działała szybko, blokując procesy życiowe i wydzielając taką ilość adrenaliny, że ciało nie było w stanie tego znieść.
 Jej kremowa sukienka zaszemrała materiałem po podłodze, gdy podeszła do stygnącego ciała. Tłum ustąpił nieco, część gości poszła do domu, wyprowadzając z gospody szlochające kobiety. Teraz pozostało tu jedynie kilka najwytrwalszych osób, w tym Ceres. Modliła się tylko, aby w tym towarzystwie nie znalazł się medyk znający się na narkotykach i truciznach.
 Nawet nie zauważyła, kiedy została prawie sama. Stał przy niej jedynie bogato ubrany młodzieniec, szepcząc coś o strażach. Postanowiła ulotnić się z miejsca zbrodni zanim ktokolwiek wpadnie na pomysł powiązania jej z przestępstwem. Przestąpiła nad ciałem kobiety, a sukienka łapczywie wypiła wino-krew, gdy tylko materiał dotknął kałuży. Nie przejmowała się tym, bo i tak nie miała ochoty potem jej zakładać.
 Wyszła z gospody, nawet nie oglądając się za siebie.
*
 Na zewnątrz było już ciemno. Brukowanymi uliczkami spacerowało kilku mieszkańców, od których aż bił przepych. Najdroższe materiały, futra, satyna, złote nici, biżuteria, a przede wszystkim chciwość, sztuczność i nieuprzejmość – każdy z nich był w to wyposażony. Patrzyli się z obrzydzeniem na dziewczynę odzianą niczym biedaczka, w przybrudzonej i wilgotnej od wina sukni. Nie chcieli mieć z nią do czynienia.
 Zastanowiła się chwilę. Skoro tutaj było tak okropnie, to jaka atmosfera panuje w wyższych strefach Kirvanu? I ile złota muszą posiadać w szkatułkach jej mieszkańcy? „Obrzydliwie bogate, skąpe świnie”, mruknęła pod nosem, gdy kolejna para minęła biedaka siedzącego pod ścianą i żebrującego o chociaż jedną złotą monetę, aby nie umrzeć z głodu.
 Ceres dała mu pięć. Znała jego sytuację aż za dobrze. Nawet, jeśli stoczył się z własnej winy, należało mu pomóc podnieść się znowu na równe nogi. Tak jak kiedyś ktoś pomógł jej.
 Nagle przed nosem przemknęła jej charakterystyczna postać kobiety w średnim wieku, ubranej w roboczą suknię i fartuch. To była ta sama zazdrosna kobieta, która zleciła jej zabójstwo kochanki męża. Czy to możliwe, aby była wtedy w gospodzie? A może obserwowała wszystko przez okno?
 Bez wahania chwyciła ją za ramię. Przestraszona mieszkanka szybko odwróciła się w jej stronę, ale rozluźniła się na widok znajomej twarzy. Na jej obliczu pojawił się nawet delikatny uśmiech ulgi.
- Ceres! Czy zlecenie… - zawahała się – Czy robota została już wykonana?
- Nie tutaj – skarciła ją dziewczyna i szybkim ruchem rozejrzała się po nagle opustoszałej alejce, aby dodać swoim słowom wiarygodności – Czy mogę wstąpić na moment do twojego domu?
- O-owszem, ale to aż w Aethum…
- Przecież ja też tam mieszkam – ucięła.
 Kobieta nie odzywała się do niej przez całą drogę. Przemierzały pustoszejące alejki tego ohydnego miasta w milczeniu, a każda była pogrążona jedynie we własnych myślach. Ceres zastanawiała się, jak długo jeszcze będzie musiała brudzić swoje ręce, aby móc wreszcie opuścić to więzienie.
 To miasto nie było zwykłe. Można było je określić jako pułapkę, bilet w jedną stronę. Jeżeli weszło się do niego i zabawiło dłużej niż trzy dni, za wyjście pobierano olbrzymią opłatę. Osoby zamożne było stać na tyle wizyt, ile ich dusza zapragnie, jednak ubożsi utykali tutaj na dobre. Właśnie dlatego ulice i zaułki zapełnione były biedakami, którzy cały swój dobytek posiadali w innym mieście, może nawet państwie. Władze Kirvanu bardzo niechętnie wydawały obywatelstwo, więc oszukani ludzie nie mogli nawet dostać domu czy stałej, dobrze płatnej pracy. Nie mieli pieniędzy, lecz nadal musieli płacić podatki. A jeśli nie zostawało im już nic, byli zatrudniani do wycieńczającej pracy za miskę zupy i pół bochenka chleba. Prawdziwie zadowolona była jedynie bogata szlachta, która nawet nie kryła się z faktem wpływania na decyzje głowy miasta. Bez zgody najbogatszych rodów nic nie mogło się odbyć. To miasto miało swój własny, ohydny sposób na życie.
- O czym myślisz? – głos towarzyszki wyrwał ją z chwilowej zadumy.
- Ach, o życiu – uśmiechnęła się przekornie – Wiesz, nawet komuś takiemu jak ja czasami się zdarza.
 Kobieta splotła dłonie za swoimi plecami i nerwowo potarła palce. Wzniosła wzrok ku zachmurzonemu niebu, które z każdą minutą robiło się coraz ciemniejsze. Tej nocy z pewnością nie będzie widać na nim gwiazd.
- Ceres… Powiedz mi, jak to się stało, że wylądowałaś w takim miejscu? Zostałaś zmuszona do tak okropnych czynów jak kradzież czy morderstwo… Bo ja wierzę, że nie robisz tego z własnej woli, czyż nie? Wiem, że po zleceniu ci zabójstwa nie mogę prawić ci morałów czy czynić wyrzutów, ale…
 Blondynka zastanowiła się chwilę. Co prawda nie mogła uznać, że przyjaźni się z tą chorobliwie zazdrosną kobietą, lecz to nie miało teraz znaczenia. Jeśli wszystko pójdzie po jej myśli, ta pani będzie martwa w ciągu najbliższych kilku godzin, a tym samym nawet najbardziej wstydliwe informacje, które jej ujawni, zetrą się i znikną, gdy zatrzyma się jej puls.
 Nie. Nie była gotowa.
- To długa historia, a jesteśmy już w Aethum – wymigała się zręcznie, nie patrząc rozmówczyni w oczy – Chodźmy wreszcie do ciebie, zaczyna robić się zimno.
 Kobieta podprowadziła ją do jednej z wielu identycznych chat i gościnnym ruchem zaprosiła do środka. Wnętrze było bardzo ubogie – na środku izby leżał cienki dywan, a przy ścianie stał kominek służący jednocześnie za piec. Przy nim wybudowane były drzwi. W rogu pokoju znajdowało się niewygodne łóżko, komoda i dwa kufry. Przy przeciwnej ścianie stał nieduży stół i para krzeseł. Na jednym z nich siedział barczysty, nieco posiwiały mężczyzna w stroju robotnika.
- Wróciłam, kochanie – odezwała się delikatnie kobieta, wskazując na Ceres – Przyprowadziłam gościa. Przyjmę ją w pokoju dziennym. Nie przeszkadzaj sobie…
 Nie odpowiedział, wrócił jedynie do przerwanego posiłku. Żona wprowadziła dziewczynę do przybudowanej izby za drzwiami. Te wnętrze było urządzone równie skromnie co poprzednie. Zawierało starą kanapę, fotel, okrągły stół, taboret i szafkę. Kobieta wskazała na kanapę, po czym niemal jednocześnie usiadła na niej wraz z Ceres. Kilkakrotnie zerknęła na drzwi, jakby pragnąc się upewnić, że mąż nie będzie ich podsłuchiwał.
- Więc… - zaczęła niepewnym głosem – Ona nie żyje?
 Ceres śmiałym ruchem pokiwała głową, a na usta wypełzł jej szyderczy uśmieszek.
- Nie żyje, prze-pani. Jest martwa, zimna i sztywna. Jeśli miała jakąkolwiek rodzinę, to niedługo zapewne urządzą jej pogrzeb. I taki był koniec właścicielki gospody i złodziejki mężów.
 Po wypowiedzeniu ostatnich słów spojrzała na towarzyszkę nienawistnym wzrokiem. Kobieta wzdrygnęła się pod tym spojrzeniem, a całe jej ciało przeszyły dreszcze. Straszne, złote spojrzenie. Spojrzenie mordercy i złodzieja.
- Uznajemy całą sprawę za zakończoną – blondynka objęła ramiona rozmówczyni i pogłaskała ją po głowie – Nie musi się już pani więcej bać o swojego męża.
 W tym ułamku sekundy zadecydowała, że wszystko to skończy się tu i teraz. Obsunęła swoją rękę z kobiecych włosów prosto na jej usta, zaciskając je mocno, aby ofiara nie mogła krzyczeć. Silnym objęciem krępowała jej ruchy, a jednocześnie szybko wyjęła sztylet spod paska przy udzie. Na jego widok szamocząca się kobiecina zamarła, a po chwili szarpnęła się w panice. Próbowała kopać i gryźć, ale już niewiele dzieliło ją od tragicznego losu. Ręka ze sztyletem opadła na gardło kobiety, a ostrze wgryzło się w tkanki, rozrywając wszystko z mięsistym chrupnięciem.
 Ciało upadło bezwładnie na drewnianą podłogę, brocząc ją ciemnoczerwoną posoką.
- Nie porozmawiamy ze sobą dłużej – Ceres z wyższością patrzyła na stygnące zwłoki – Zginęłaś za nienawiść i chorobliwą zazdrość, która zżerała cię od środka. A twój małżonek zginie za kłamstwa, obłudę i zdradę. Jeśli tamta kobieta była niewinna, to wasza dwójka pójdzie dziś do piekła.
 Przez chwilę milczała.

- Pewnie kiedyś się tam spotkamy.
*
Nie mam siły na więcej.
Pis joł.

5 komentarzy:

  1. Bezwzględna Ceres :) lubię tą postać i spodobało mi się te ostatnie zdanie, które powiedziała ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cerres ty podżynaczu!
    Kocham ją ╰(*´︶`*)╯
    Kiedy znajdzie miłość swego życia?
    Jej chłopak powinien mordować więcej od niej ( ˘ ³˘)♥
    Najlepsze wypowiedzi Cerres
    Więc... Ona nie żyje? Haha Tylko śpi ^ω^

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie mi się podoba! ^^
    Btw, śliczny wygląd bloga :*

    OdpowiedzUsuń
  4. *dramatyczna muzyczka, wybuch, Ceres odchodzi, cool guys don't look at explosions*

    Cytryno, wstaw już ten następny rozdział i nie udawaj, że nie istnieje, bo go widziałam. (Ona was tak oszukuje! To pozory, że niby go nie ma, a tak naprawdę siedzi na dysku od dwóch miechów!) xD "Miłość jej życia"...? Nie proszę, nie. Nie moja Cercia... x.x

    OdpowiedzUsuń